piątek, 16 czerwca 2017

Demony

     Uśmiechnięci. Posępni. Obojętni. Altruiści. Egoiści. Egocentrycy. Zabiegani. Nierozważni. Nieporadni. Leniwi. Wszyscy. Wszyscy mamy swoje demony, które zamykamy w klatkach. Żeby się nie wydostały. Żeby nie próbowały wejść z buciorami w nasze życie (po raz który?). Zamykamy je w klatkach, jednocześnie zamykając pewniej rozdział w swoim życiu. Czasem jednak te demony wystawiają swoje okropne łapska poza kraty klatki i przypominają o swojej obecności. Wtedy je widać. Wystarczy tylko spojrzeć...
When you feel my heat
Look into my eyes
It's where my demons hide
It's where my demons hide
Don't get too close
It's dark inside
It's where my demons hide
It's where my demons hide*

    Każdy ma swoje własne piekło, prawda? I choćby piekła dwóch ludzi były niesamowicie podobne to i tak nie są identyczne. Demony są różne. Różni są ludzie. Dlatego słowa ,,wiem, co czujesz" czy ,,wszystko będzie dobrze'' irytują najbardziej. Jak możesz wiedzieć, co czuje skoro nie śniłeś moich koszmarów? Skąd wiesz, że wszystko będzie dobrze, skoro nie podróżujesz w czasie i nie byłeś w przyszłości?  Wreszcie udaje się zamknąć demony w klatkach, odpędzić koszmary i jakoś ruszyć do przodu. Najpierw powoli, potem coraz szybciej. Tylko w którymś momencie złe wspomnienia przedzierają się przez nasz mur i demony wracają. Wystarczy spojrzeć w oczy. Nie musimy wiedzieć jakie są to demony. Wiemy tylko, że są. I co wtedy? Próbować przypomnieć o demonach? Ignorować je? Jak pomóc, samemu skrywając tajemnice? Czasem wystarczy tylko przypomnieć o swojej obecności. Czasem. A czasem trzeba pokazać jak się od tych demonów uwolnić. A czasem wystarczy być.

* Imagine Dragons -Demons

piątek, 2 czerwca 2017

Góry

      Pokonywaliśmy kilometry zaciskając zęby. Każdy krok zbliżał nas do celu. Wokół nas unosił się zapach gór zmieszany z delikatnym zapachem potu. Mijaliśmy kolejne elementy dzikiej natury. Nieujarzmionej, która wysyłała nam kolejne przeszkody do pokonania. Stykaliśmy się ze światem do tej pory nie znanym. Ubrania lepiły się nam do ciała. Momentami padał deszcz, który pobudzał przyrodę wokół nas. Wtedy nasze ciała pokrywały kroplę wody. Rzeka pędziła swoim rytmem. Gdy mieliśmy wystarczająco sił, śmialiśmy się i rozmawialiśmy. Pod nogami prześlizgiwały się jaszczurki i owady, a nad głową śpiewały ptaki. Wszystko wokół nas żyło. Przeżywaliśmy przygodę. Docenialiśmy naturę. Obserwowaliśmy świat. ~~ Tak mogłabym to opisać, ale to nie byłaby prawda. A może opisałabym ją tylko w nieco piękniejszy sposób? Prawda była jednak inna....
     Pokonywaliśmy kilometry zaciskając zęby i powstrzymując przekleństwa. Każdy krok zbliżał nas do celu, chyba że stanęło się źle i ześlizgiwało z kamieni lub zaczepiało o konar. Wokół unosił się zapach natury, której nie czułam z powodu kataru. Mijaliśmy kolejne elementy natury ujarzmionej przez człowieka. Jak tygrysa uwięzionego w klatce, który pożera ludzi tylko wtedy, gdy wsadzi mu się rękę do klatki lub gdy ta klatka ma złe zabezpieczenia. Stykaliśmy się ze światem, który mógłby być nieznany. Mógł, ale większość już przynajmniej raz się z nim spotkała. Ubrania lepiły się nam do ciał, bo byliśmy mokrzy od potu. Momentami (czyli przez ostatnie kilka kilometrów) lało jak z cebra, a deszcz pobudzał naturę wokół nas. Śmialiśmy się, rozmawialiśmy i czasem nie daliśmy rady powstrzymać przekleństw. Pod nogami prześlizgiwały się różne wspaniałe zwierzątka, na których widok dziewczęta piszczały. Głównie ze strachu, ale okrzyki zachwytu też się zdarzały. Wszystko wokół nas żyło. No, może poza tym dość sporym niekoniecznie ruchliwym zwierzątkiem, które najwyraźniej padło gdzieś niedaleko i którego zapach przebił się przez katar. Przeżywaliśmy przygodę na wytyczonych ścieżkach. Docenialiśmy naturę, którą pozwolono nam zobaczyć. Obserwowaliśmy świat ujarzmiony, ale wciąż niebezpieczny.
       Spotkanie z górami bolało. Po ostatnich przeżyciach ten ból był jednak pozytywny. Oderwana od rzeczywistości krążyłam nad ziemią jak zbłąkana dusza. Przebyte kilometry przybliżyły mnie do ziemi. Po kilku ostatnich dniach widzę w lustrze kogoś innego. Może to opalona skóra to powoduje? Może inna fryzura? Nie mam pojęcia. Mogą to też być oczy, które zobaczyły pewne rzeczy. Rzeczy, które zmieniają człowieka.

Some had scars and some had scratches
It made me wonder about their past
And as I looked around
I began to notice
That we were nothing like the rest*

        Poznaję społeczeństwo od środka. Uczę się być jego częścią. Poznaję historie innych ludzi i akceptuję je. Lubię ich. Lubię z nimi przebywać i jestem w stanie robić to dłużej niż dotychczas. Nabieram pewności siebie. Zmieniam priorytety. Staję się jak góry- ujarzmione, ale wciąż w pewnym stopniu dzikie. Nie boję się iść dalej. Pokonuję kilometry ze świadomością, że piękny jest nie tylko cel, ale także to, co mijam. Obserwuję świat. Nawet, jeśli ubranie lepi mi się do ciała, plecak ciąży coraz bardziej, a kamienie boleśnie wbijają się w stopy. Obserwuje to, co mogę zobaczyć, ale wciąż staram się zaglądać w zagłębienia skał czy nory wykopane w ziemi. Przyglądam się zwierzętom gdzieś poza ogrodami zoologicznymi. Opłukuję dłonie w małej rzeczce i przechodzę przez rwące potoki. Nawet jeśli nie będę taka jak inni ludzie to przecież jestem wyjątkowa. Jestem wyjątkowa jak siedem miliardów ludzi na tym świecie. Jestem kamieniem, który rani wędrowca w dłoń. Nie tym, co leży w ogrodzie jakiegoś domu i jest śliczny, gładki. Jestem tym ostrym, leżącym gdzieś w potoku, którego krawędzie są postrzępione, a powierzchnia zarysowana. Mam blizny i otarcia, którymi naznaczyły mnie góry.
       Jesteśmy częścią natury. Natury, która wciąż w pewnym stopniu pozostaje dzika. Jesteśmy fragmentami szczytów, które tworzą pasma gór. A góry to część natury. Jesteśmy częścią natury. Nie zapominajmy o tym.


*Of Monsters And Men - Mountain Sound

sobota, 13 maja 2017

Będzie dobrze

22:12, piątek. Po całym tygodniu powinnam zasnąć dość szybko. Jestem zmęczona, ale mimo to wciąż przeglądam kolorowe strony. Bez celu. Bez prób zrozumienia ich treść. Zmęczenie odczuwam jak przez barierę. wszystko odczuwam jak przez barierę.
23:08 piątek. Kładę się do łóżka mając pustą nadzieję, że może tym razem zasnę szybko. Nastawiam budzik na 9.30, żeby nie przespać całego dnia. Bo kiedy wreszcie zasnę to będę spać do południa. A wtedy stracę resztkę szans na racjonalne myślenie.  Dzień za dniem, godzina za godziną, modlitwa za modlitwą. Wszyscy mówią, że będzie dobrze. Kiwam głową i uśmiecham się. Będzie dobrze. Będzie dobrze. Powtarzamy to jak mantrę. Codziennie. Będzie dobrze. Musi być. Innego wyjścia nie ma. Już dawno przestałam szukać odpowiedzi na pytania typu ,,Dlaczego?". Tak najwyraźniej musi być. Jednak są rzeczy, których nie da się przyjąć ze spokojem. Staram się zachować jakikolwiek opanowanie, żeby nie wariować ze strachu. Rano ubieram maskę, której mina mówi ,,Będzie dobrze" i wychodzę. Pod tą maską wciąż pozostaje bezsenność, strach, niepokój i ukrywane łzy. Jednak pocieszający uśmiech wszystko ukrywa. Tylko oczy są jakby inne... Zamyślone. I gdy te zamyślone oczy patrzą w inne oczy, też widzą maskę. Kolejną.
Przeraża mnie fakt, że im więcej wiem o chorobach, schorzeniach, mutacjach itd. tym bardziej martwię się o bliskich. Jednocześnie nie mogę się powstrzymać przed szukaniem informacji, żeby nie żyć w nieświadomości. To nic śmiertelnego,prawda? Tyle udało mi się ustalić. Ale nie muszę nigdzie szukać, żeby wiedzieć, że to poważne. Ty boisz się sto razy bardziej od nas. Staramy odciągnąć twoje myśli od zmartwień. Wszyscy udajemy, że jest w porządku. Tylko w naszych głosach słychać strach. Śmiech jest niby naturalny, ale pobrzmiewa w nim jakaś drobina bólu i stresu.
24.38, sobota. Dzień za dniem. Godzina za godziną. Modlitwa za modlitwą. ,,Będzie dobrze" za kolejnym ,,Będzie dobrze". Dziś w nocy też tak będzie. I jutro. Pojutrze. Każdego dnia, dopóki wreszcie będzie dobrze.
                   

niedziela, 30 kwietnia 2017

Kosmos, książki i żelki

I know which place I'm from,
I know my home,
When I'm in doubt and struggling,
That's where I go,
An old friend can give advice,
When new friends only know a half story,
That's why I'm always keep them tight,
And why I'm okay,*
   Życie się zmienia, ale pamiętam skąd pochodzę. Ludzie przychodzą i odchodzą... Czasem tak szybko, że nie pamiętam nawet ich imion i twarzy. Niektórzy zostają na dłużej. Niektórzy zostają na zawsze...
    Ludzie się śmieją i mówią, że przyjaźń damsko-męska nie istnieje. Ja się śmieję i mówię, że nie znają mnie i Kumpla. Oni się śmieją i mówią ,,friendzone". A ja tylko przewracam oczami. To, że nie protestuje nie znaczy, że to prawda. To, że nie protestuje znaczy, że przez kilkanaście lat słyszałam takie teksty codziennie. Pozwolenie ludziom wygadać się jest znacznie łatwiejsze niż jakakolwiek dyskusja. Jak już nas poznają to chyba zaczynają łapać jak to wszystko wygląda. Chyba, bo żeby zacząć to łapać trzeba znać całą historię, a nie tylko połowę...
   Wszystko zaczęło się od kosmosu. Dzieci to dzieci. Są takie, które będą interesować się nauką i są takie, które wolą zająć się w tym czasie lalkami i samochodami. Trafiłam na grupę, gdzie dzieci jednak wolały zabawki. Lalki były okej, ale ileż można urządzać przyjęcia z tłumem Barbie i tylko jednym Kenem? Dinozaury były lepsze. Dużo lepsze. Bo przecież (teoretycznie) na każdym kawałku ziemi może ukrywać się nie do końca żywy dinozaur! Problem był w tym, że nikt nie chciał słuchać o moich dinozaurowych obserwacjach. Nikt, poza nim... On słuchał. Mało tego! Odpowiadał! No dobra, ale jaki związek mają dinozaury z kosmosem? Szczerze to nie mam pojęcia. Wiem tylko, że dyskusje o prehistorycznych stworach szybko zeszły na dalszy plan i pojawił się kosmos... I było okej.
      Potem były książki. Sytuacja była podobna jak z dinozaurami. Dzieci jednak wolały filmy. On zresztą też. Pojawił się nowy temat ,,filmy vs książki". Ostatecznie po żmudnych miesiącach badań i obserwacji okazało się, że czytanie książek jest zaraźliwe.  Wtedy dyskusję przerodziły się w rozmowy o książkach. I było okej.
     Teraz dyskutujemy o ludziach. Są ciekawi, ale chyba jednak trochę od nich odstajemy. Jemy żelki, żartujemy (bo przecież czarny humor śmieszy najbardziej), narzekamy na to, na co narzekać może młodzież i dyskutujemy o naszych dziwactwach. I jest okej. 
    Gdy mam jakiś problem ludzie podają mi absurdalne propozycje rozwiązania go. Znaczy- dla nich te strategie są chyba całkiem logiczne, ale nie dla mnie. A on? On wpada na pomysł, który był mi potrzebny. Pomysł, na który ja nie byłam w stanie wpaść. Gdy kończymy lekcję nie zastanawiamy się nad jutrzejszym dniem. Zastanawiamy się jakie żelki wybrać. Poznając nowych ludzi wiemy kogo polubimy. Nikt nie rozumie jego pomysłów, ale ja tak. Umiem odczytać jego pismo. On umie odczytać moje notatki (bo przecież to logiczne, że działania z matematyki piszę się w kształcie litery U). Obrażamy się jak mało kto. Ale te przezwiska mają zupełnie inne znaczenie. ,,Jak możesz tego nie rozumieć, ty mało inteligenty osobniku (w domyśle wstawcie tu rzeczownik na i.....)?!" znaczy tak naprawdę ,,Dobra, wytłumaczę ci to jeszcze raz". ,,Przypomnij dlaczego się z tobą zadaję?" i ,,Bo nie masz innych znajomych" to dosłownie ,, Zadaję się z tobą dlatego, że ludzie są zbyt normalni". I jest okej.
     Jest taka seria, do której mam sentyment - Dary Anioła. Występują tam Parabatai*. Gdybyśmy żyli w świecie Nocnych Łowców on byłby moim parabatai. 
    Kiedyś nasze drogi się pewnie się rozejdą. Będzie ciężko. On jest trochę takim mostem między mną i światem, którego nie rozumiem. Prawie w każdej książce główny bohater ma przyjaciela... Przyszłością pomartwię się jednak kiedy nadejdzie. Dziś jest teraźniejszość. Dziś jest okej.

*Lukas Graham - Mama Said
*Parabatai to takie pokrewieństwo dusz, ale lepiej wytłumaczy wam to wujcio Google

czwartek, 30 marca 2017

Powodzenia Mała

    Wiecie jaki wkrótce będzie dzień? Niesamowity. Siedem lat temu życie w moim domu bardzo się zmieniło. W naszej codzienności pojawił się ktoś zupełnie nowy. Siedem lat temu pojawiło się Maleństwo. Najukochańsze Maleństwo, które zasługiwało na wszystkie gwiazdki z nieba. Jakieś pięć lat temu Maleństwo przestało być maleństwem i stało się Dzieciakiem. Taki Dzieciakiem, co potrafiło w ciągu chwili zorganizować przedstawienie pluszaków, pomalować trzy kolorowanki i zrobić bukiet ze stokrotek. A dziś? Dziś Dzieciak staję się Małą. Taką Małą, która coraz lepiej dodaje, coraz lepiej literuje i coraz szybciej wyciąga mi ubrania z szafy. Minęło już siedem lat. Kiedy? Czuję się jakby minęło zaledwie siedem godzin, ale minęło już siedem lat. Od kiedy? Od kiedy pojawiłaś się na świecie, Mała...
   Wstajesz rano i zaspana jesz płatki na śniadanie. Bawisz się figurkami, gdy mama plecie ci warkocz. Ja pakuję kanapkę do plecaka i przypominam ci o twojej. Potem wychodzimy do szkoły. Ja do swojej. Ty do naszej. Tamta Szkoła zawsze będzie nasza, wiesz? Będziesz jej czasem miała dość, ale to będzie najlepsza Szkoła w twoim życiu. Nauczy się najwięcej. Machasz mi i spotykamy się dopiero za kilka godzin. Potem standardowe pytanie, co dziś było w przedszkolu. Zwykle siedzisz wtedy w stosie swoich zabawek oglądając bajki. Czasy, kiedy interesowałaś się czarodziejkami z pewnej włoskiej bajki już dawno minęły. Teraz są smoki i pandy. Oczywiście wśród zabawek wciąż da się znaleźć syrenki i księżniczki. Większość z nich to jednak kotki, pieski i inne również urocze zabawki. Wszędzie da się też znaleźć kredki. Ostatnio nawet na jednej spałam. Zmieniasz się, Mała. Dyskutujesz. Pytasz. Szukasz. Tworzysz.
       Powodzenia Mała. Bo nieraz będzie tak, że życie straci kolory. Trzymaj przy sobie wtedy swoje kredki, żebyś mogła go pomalować. Będzie tak, że przyjaciele zranią najbardziej. Będzie tak, że zastanowisz się czy to wszystko ma sens. Czy dasz radę... Czemu to musi tak boleć... Czemu wszystko nie może być dobrze... Trudno to mówić, ale tak będzie. Chociaż chcę, nie uchronię cię przed tym. Mogę ci pomóc, ale nie ochronię cię przed światem. Mała, ja też tam byłam. I wiesz co? Dałam radę. I ty też dasz. Nauczę cię wszystkiego, co wiem. Może dzięki temu nie popełnisz moich błędów. Przed tobą ciężka droga, ale pomogę ci nieść twój plecak. Bo kiedy ja zaczynałam upadać pod wpływem zmęczenia to zawsze się pojawiałaś. Twój śmiech dawał mi siłę żeby wstać. Żeby każdego dnia móc patrzeć jak poznajesz świat. Nie jesteś sama, Mała. Nigdy nie będziesz. Za tobą stoją ludzie, dla których znaczysz więcej niż wszystko.
      Nie jesteś już mały krasnalem, który uśmiecha się na każde słowo i gaworzy na cały dom. Nie jesteś już uroczym aniołkiem z jasnymi loczkami. Nie udajesz już księżniczek ani syrenek. Nie chcesz już mieć ,,dziecinnych" kredek z księżniczkami. Kiedyś będziesz chciała, żeby to wróciło. Ja też będę chciała. Czasu nie oszukasz. Nauczyłam cię wszystkiego, czego mogłam cię nauczyć, więc... Powodzenia Mała.

piątek, 17 marca 2017

Czasem zmiany są dobre

    Gdy pisałam ostatni post o zmianach to beczałam.Potem też beczałam. Dwa miesiące niepokoju i niepewności, a potem wreszcie stanęłam na przeciw jednej z największej zmian w moich dotychczasowym życiu. Wtedy wiedziałam, że nie ma już odwrotu. Szłam na przód i starałam się jakoś to wszystko ogarnąć. Minęło ponad sześć miesięcy i mogę to powiedzieć... Niektóre zmiany są dobre. Wtedy ryczałam. Pewnie gdybym miała to przeżyć jeszcze raz wiedząc, co mnie czeka też bym ryczała. Ale teraz jest dobrze.
   Gdy jadę rano autobusem, leci popularna obecnie piosenka Love My Life. I nawet jeśli to jest poniedziałek czy czwartek, który jest jednym z cięższych dni to i tak mam ochotę śpiewać tę piosenkę na cały głos. Nie zawsze jest dobrze, ale hej... Kto powiedział, że zawsze będzie dobrze? Zmieniłam swoje myślenie. Zmieniłam wygląd. Nie zmieniłam się całkowicie. Dalej uwielbiam czarny humor, mam specjalne wymagania co do seriali i jestem dziwna. Tak jak było. Ale jestem szczęśliwa. Rozmawiam z ludźmi, których lubię. Poznaję nowych ludzi. Próbuję nowych rzeczy. Pokonuje nieśmiałość. Staram się poznawać świat. Uczę się ludzi. Nie sądziłam, że będę w stanie przeżywać tak niesamowite rzeczy.
      Czasem zmiany są dobre. Czasem złe. Nauczyłam się jednak, że każdą zmianę muszę przyjąć otwarcie. Może być gorzej. Ale może być też lepiej. Nie bójmy się zmieniać swojego życia. Żyjąc ciągle tak samo, nie uczymy się niczego.

sobota, 4 marca 2017

Irytujący Dźwięk

    Opisałam do tej pory dwie osoby i obie były pozytywne. Ale dziś będzie o negatywnej postaci. Znacie to uczucie, kiedy zasypiacie i nagle pojawia się irytujący dźwięk? Jest tylko tłem, ale nagle skupiacie się tylko na nim. Musicie wstawać, ale wtedy kompletnie się rozbudzacie...
    Irytujący Dźwięk to mistrz manipulacji. Wszystko ma się kręcić wokół niego. On wybiera właściwie. Przekrzykuje głośno twoje logiczne argumenty. Reaguje impulsywnie. Rani kogoś swoim zachowaniem? To nie jest ważne. Ważny jest tylko Irytujący Dźwięk. Każdy jego wybór jest dobry. Twój jest natomiast zły. Dlaczego? Bo tak. Popełnił jakiś błąd, za który normalny człowiek ponosi konsekwencje? On nie. To wcale nie był błąd. Ty popełniłeś błąd? Zostaniesz przez niego zmieszany z błotem. Jednocześnie jest on mądrzejszy od denerwujących osób. Umie prowadzić grupę. Umie manipulować. Chcesz protestować? Wystawi cię wilkom na pożarcie. Kłamanie, wyolbrzymianie, obrażanie to dla niego pikuś. Twoje racjonalne myślenie zostanie wyrzucone do śmieci. Liczy się jego zdanie. Wszelkie dyskusje z nim to jednostronny głośny monolog. Jednocześnie wszystko uchodzi mu płazem. Wywinie się z większość rzeczy. Widzisz go z daleka. Musi się wyróżniać. Musi. Jego wzrok toczy walkę z każdym napotkanym elementem- wzrokiem innego człowieka, ścianą czy ławką. Twierdzi, że jest pewny siebie. Tylko to nie jest już pewność siebie- to wybujałe ego, pycha, arogancja. Twierdzi, że jest inteligentny, a ciężka praca jest dla frajerów.
     Zapomniałam o Irytującym Dźwięku. Moje życie zaczęło się kręcić wokół innych ludzi. Zapomniałam też, że Irytujący Dźwięk musi być ZAWSZE w centrum uwagi. Jestem częściowo flegmatykiem, a częściowo melancholikiem i zwykle ignoruje ludzi, których nie lubię. Ale nie tego choleryka. Irytujący Dźwięk potrafi wyprowadzić mnie z równowagi w mniej niż dziesięć sekund. Mało jest osób, które to umieją. Najgorsze jest to, że choćbym zepchnęła tą postać w najciemniejsze zakamarki przeszłości, to ona pojawi się w teraźniejszości. Zawsze wraca. Jak jakiś bumerang.